Tedy więc jeśli
Tedy więc, jeśli nieprzypadkowa obecność oblężonej twierdzy w naszym modelu ma czemuś więcej służyć niż tylko liturgii zwyczajowych narzekań na brak środków i lekkomyślność kolejnych dyrekcji, to i badań naszych nie możemy prowadzić zwyczajnie, technologicznie i rozsądnie, jak by nam to owe dyrekcje w maj lepszej wierze doradziły. Stąd — w niezgodzie z rzeczonymi tranzystorami minikomputera, ale w pełnej zgodzie z cichymi sokami tej wspólnej opoki — poprowadzę je według porządku zatrzymanej Ziemi. Bowiem nie tylko w czasach, gdy twierdzę wznoszono bez myśli o dzisiejszej stali i siarce, ale także dziś, gdy tak wysoko wznosimy stal bez myśli o zapomnianych fundamentach, tak więc nawet dziś i dla wielu Słońce wciąż krąży dookoła nieruchomego siedliska naszych sukcesów. Jest to — jak sądzę — psychologicznie oczywiste, ale przytoczę dodatkowy dowód dla mniej zorientowanych: tu jest przecież środek nie tylko świata, ale i wszechświata (choć przez małe „w"), tu skupia się wszystko, co istotne i nadające bieg krążeniu naszych ciał. Tak było, tak będzie, choć w niespokojnych snach coraz częściej przeczuwamy, że nadchodzi straszliwy Kopernik naszych dusz i poglądów, co nas wysadzi z tak długo moszczonej ostoi zadowolenia i spokoju. Coraz więcej zapowiedzi jego przybliżających się kroków; dla niektórych już nadszedł, a zdarzają się nawet tacy, co go pożądają jak czyśćcowego ognia. Tak nie jest, tak będzie! Zrozumcie bowiem, zrozumcie już teraz: ta książka nie jest o budowie, nie o pracy, lecz o świadomości; tylko po to potrzebny nam model nazwany budową. Aż tak głęboko pod piaskiem nasz cel, aż tak niepewna wyspa.