/3/asc|/1/asc|ubranka dziecięce|/0/desc|/0/asc Tak więc Antonis

Tak więc Antonis



Tak więc Antonis Flandryjczyk — skoro tylko przybył do Gdańska — niezależnie od swych skomplikowanych targów z rajcami wziął się za przebudowę rozwalonej twierdzy, a może też przejął ją od mistrza mniej godnego, jak wcześniej Kronberg. Cegłę na sklepienia podziemnych kazamatów sprowadzać kazał z Holandii, lecz ludzi brał do murarki miejscowych, a jednym z nich był Strakowski, jeszcze na mistrza nie wyzwolony. Miał też warowni nadać kształt, jaki dziś wśród siarki i opuszczenia widzimy, a raczej wspanialszy, bo siarka i bezmyślność niemało pochłonęły w zgodnej spółce. Tak rosła warownia nie mająca sobie równej nad tym morzem — tak jak to utuczone zbożem miasto nie miało konkurenta i tak jak mistrz flamandzki miał się za największego z architektów. Cóż można rzec o stosunkach wzajemnych osobistości tak wspaniałej i awansującego, lecz prostego murarza? Obberghen — porywczy, dumny, chciwy, nieuprzejmy i nieprzyjemny w obejściu, gdy mu nie ustępowano, twardy w dochodzeniu swych praw. Ale wybitnie zdolny, choć nie żaden wizjoner, solidny i uczciwy w pracy — choć żądał wiele — potrafiący projektować i prowadzić wiele budów jednocześnie, i to w niejednym kraju. Jego spory i targi z Radą, przeradzające się w dokuczliwą szarpaninę o złoto i materiał, w pasmo wzajemnych zniewag. Rada paraliżowana przez personalne intrygi, waśnie rodów i spory pomiędzy Ordynkami reprezentującymi trzy nierówne sobie stany spośród mieszkańców miasta. Rada i Ordynki chciałyby mieć budowlę tanią i solidną, a mistrz wszak buduje nie twierdzę jeno, lecz i swój pomnik. Rajcowie miejscy szukają nade wszystko świętego spokoju w tej plątaninie wpływów i intryg, drżą przed kolejną waśnią Ordynków, co ich może wysadzić z foteli. Więc cóż dziwić się Antonisowi, że ich miał za nic? I obok niego młody Strakowski, coraz częściej obok niego, potem już zamiast niego.