/0/desc|marek.tania10.info|towarzyskie warszawa|cebula.dlugopis.info|milionerzy.ixis.augustow.pl Dość więc niech

Dość więc niech



Dość więc niech będzie, że kaszubski majster urósł pod Obberghenowymi skrzydłami i w wisłoujskiej twierdzy, na tej nowatorskiej ziemnowodnej budowie, jakiej dotąd nie było. Aczkolwiek mogło być inaczej... Czyżby o tym właśnie świadczyć miała jego wyprawa po ukończeniu Zbrojowni do dalekiego Tylicza i podjęcie budowy pałacu dla tamtejszego kasztelana? Jechał tam jako autor wspaniałego arsenału czy raczej tylko jako przyuczony czeladnik, by się wreszcie wyzwolić spod przytłoczenia sztuką i osobowością mistrzową? Jechał tam jako wprawny projektant po miraż swego El-synoru? Znaczyłoby to, że już od Flandryjczyka nauczył się nie tylko architektury, lecz i pychy? Ale jak bez niej pchać się ku wielkości? Jeśliby jednak jechał tam jako mistrz wsławiony, to czymże dla niego byłby pałac magnacki Bartłomieja Tylickiego, choćby nawet najwspanialszy? Tymczasem za przyczną źle zaprojektowanych fundamentów budowla się wali, a niepyszny Strakowski wraca do Gdańska. Tylicki skarży budowniczego, ten broni się złą jakością dostarczonych materdałów i skąpstwem fundatora, proces się rozłazi, jak to w owych czasach. Zresztą przypadki takie zdarzały się największym, tym bardziej, że nie każdy z możnych tak hojnie ufał architektom i filozofom, jak ów król Fryderyk. Znaczyłoby to, że porywcza pycha i dufna wiara, których się nauczył u flandryjczyka i które dla tamtego były niezawodnymi żaglami, okazały się większe, niżbyśmy mogli sądzić, większe nad umiejętności? Czyżby Jan bez rodu zapragnął dorównać swemu mistrzowi, a może go przewyższyć? Wszak był młodszy, a twardość kaszubska daleko jest znana...