Czy Antonis van
Czy Antonis van Obberghen, mistrz flamandzki w służbie Fryderyka, brał także udział we wznoszeniu niedalekiego od królewskiej rezydencji wyspiarskiego pałacu nauki, nie wiadomo. Patrzał cegieł, miary i własnej szkatuły, może kobiet, ale czy gwiazd? W każdym razie musiał widzieć z rosnących wież kronborskich mury Uranii poświęcone i słyszeć o dziewiętnastosto-powej machinie celującej w nocne niebo. Tym bardziej, że straszliwa kometa 1577 roku jednakowo wisiała nad lądem d morzem. Ten i ów mógł nawet przypuszczać, iż pojawienie się niebieskiego potwora związane jest z ową niebywałą machiną i czarami miedzia-nonosego astrologa lub jego podejrzanych pomocników. Tak mogli mniemać ludzie ówcześni, nawet jako tako wykształceni i obyci jak Antonis. Gdyby wiedzieli, do czego doszedł i co ponad wszelką wątpliwość gotuje obserwator z Uraniborgu, ich obawy jeszcze by wzrosły. Wykazał Tycho bowiem, iż kometa — co ją powszechnie miano za Wieszczącą przyszłe wojny lub zarazy — nie znajduje się wcale w sferze podksięży-cowej, jak chciał Arystoteles i Ptolemeusz, a za nimi Święci Ojcowie i Doktorzy, lecz przybywa z bardzo daleka, przebijając po drodze wszystkie Sfery niczym kula armatnia, na dodatek ognista. A przecież wiadomo, iż Sfery — jako to krystaliczna, co jest tuż pod niebiosami, niżej sfera gwiazd stałych, sfery planet kolejnych, Słońca i tak dalej, są wzajem dla siebie nieprzemakalne i żadne zmiany w nich zachodzić nie mogą, a tym bardziej przedziurawienia, od czego mechanizm Wszechświata doznałby nieodwracalnej szkody. Miejsce kometowego ognia nie może być więc inne poza naturalnym, a więc tuż ponad ziemią w sferze podksiężycowej. I nigdzie więcej, inaczej porządek filozofii uznać trzeba by za zachwiany. Albo więc przedziurawienie Sfer ognistą kulą uznać wypada za początek z dawna zapowiadanego Końca Świata, albo porządek nie jest porządkiem, tylko czymś zupełnie innym i wówczas istotnie Wszechświat może być wypełniony PrzeciWziemiami, a nasza Ziemia pędzi w wiecznym ruchu ku nie wiadomo jakim otchłaniom, nie chroniona krystalicznym pancerzem Sfer i Niebios. Teza o chaosie w niebiesiech tym zasadniejsza, że i na Ziemi lądy oraz morza są nieporządnie przemieszane ze sobą, a nasz padół wcale nie pływa w wielkim oceanie, tylko — co się w głowie nie mieści — może być kulą. Pokazały to morskie wyprawy ku Indiom. A więc miałby zaiste świat ruszyć iz miejsca na swą niepewną wokółsłoneczną drogę? Tak by to należało interpretować, chyba że miedzianonosemu czary i potwory zmąciły umysł i wykrzywiły oko, co bardzo możliwe. Wszak obserwując pięć łat wcześniej nową gwiazdę, która niespodziewanie rozbłysła bardzo jasnym blaskiem i świeciła tak dwa lata, wykazał, że musi ona znajdować się w sferze gwiazd stałych, a nie jest błędnym ognikiem tułającym się w pobliżu ziemskiej opoki. Małoż ci jeszcze, astrologu królewski, Koperniko-wego wichrzycielstwa? Miałybyż i w niebiosach zachodzić burzliwe przemiany, jakby ich nie dość było na targanym wojnami i odkryciami świecie?